
data publikacji: 24 czerwca 2020
tekst: Jędrzej Janicki (23.06.2020)
„Zawsze dążę do tego, żeby obraz był maksymalny i informacja była maksymalna. Trzeba działać na maksimum wyobraźni� – takie oto swoje artystyczne credo wyłożył swego czasu Roman Cieślewicz1. Wyznanie to śmiało można również uznać za dominujący sposób postrzegania pozycji artysty przez twórców związanych z Polską Szkołą Plakatu. Samą kompozycję stworzoną przez Cieślewicza na potrzeby pokazów filmu Rozstanie (o podtytule Komedia sentymentalna)2 Wojciecha Hasa (znanego głównie z potężnej epopei Rękopis znaleziony w Saragossie) uznać można z jednej strony za esencję Polskiej Szkoły Plakatu, a z drugiej za dzieło pozostające na zupełnych obrzeżach tego nurtu…
Wydaje się, że w kontekście tego dzieła kluczowe okazuje się słowo „kompozycja�. To właśnie ona najbardziej przykuwa uwagę do tego nietypowego przedstawienia. Plakat ukazany jest w orientacji poziomej, a jego zasadniczą część stanowi ozdobny napis „Rozstanie�. Wzornictwo liter odbiega nieco od tego najchętniej stosowanego przez plakacistów współczesnych Cieślewiczowi. Zamiast minimalistycznej czcionki oczom naszym ukazują się secesyjne, bardzo efektowne zawijasy. Owo barokowe wręcz zacięcie (wizualnie bezdyskusyjne w ) widoczne jest już w tytule filmu, lecz swoją wyrazistą ekspansję osiąga dopiero w sposobie zapisu obsady filmu (a ta była nie byle jaka, aktorzy Lidia Wysocka, Władysław Kowalski czy Gustaw Holoubek oraz ówczesna pierwsza dama polskiej piosenki, Sława Przybylska). Z drugiej jednak strony widać w dziele tym również pewne cechy, które przewijają się także w innych plakatach Cieślewicza. Monochromatyczne czarne tło oraz prześwitujący fiolet znamy już chociażby ze znakomitego plakatu tegoż twórcy do .
Z dużą dozą niepewności oraz namysłu używać należy wobec tej pracy terminu „plakat�. Przedstawienie Cieślewicza, pozbawione wszelkiej figuratywności, bliższe jest być może ascetycznym afiszom, które zapowiadają wydarzenia artystyczne, w pośpiechu rozklejanym w przypadkowych miejscach każdego z miast… Dziełu Cieślewicza nie sposób odmówić jednak swoistej ornamentyki i dekoracyjności. Formalnie być może faktycznie praca ta nie byłaby reprezentatywna dla Polskiej Szkoły Plakatu, gdyż brak w nim figuratywności, symboliki czy nieoczywistych skojarzeń. Dzieło Cieślewicza uchwytuje jednak inny wymiar Polskiej Szkoły Plakatu. Widz, obcując z tą pracą tak naprawdę prowadzi swego rodzaju dialog z dwoma dziełami – samym plakatem Cieślewicza oraz filmem Hasa. Plakat ten, jak chyba żaden inny, w pełni nakierowany jest na ową intertekstualną interpretację. Rozumiany i odczytywany jako dzieło samo w sobie nie wywiera aż tak piorunującego wrażenia. Dopiero w kontekście filmu Hasa plakat Cieślewicza zaczyna świecić pełnym blaskiem. Blaskiem nie tyle czystego przeżycia estetycznego, co raczej intelektualnej gry prowadzonej na linii dzieło – dzieło – odbiorca.
1 O napięciu pomiędzy podtytułem filmu a klasyfikowaniem go jako melodramat mówi w wykładzie Kino Muz. Obrazy W. J. Hasa wygłoszonym w ramach Akademii Polskiego Filmu Paulina Kwiatkowska (zob. wyżej).
2 Podaję za: Jerzy Brukwicki, Roman Cieślewicz, marzec 2004, Culture.pl, .
