Przenieśmy się na ulice średniowiecznej Francji. W pobliskim gospodarstwie zebrał się tłum ludzi, który domaga się ukarania mordercy trzymiesięcznego dziecka. Jak najbardziej go popieramy! Ale zaraz… Ludzie trzymają świnię i prowadzą ją do sądu… O co chodzi? Od połowy XIII wieku zwierzęta były stawiane przed sądem w roli oskarżonego. Skąd ten absurd? Ludzie średniowiecza zaczęli zastanawiać się czy zwierzęta również są dziećmi Bożymi i czy po śmierci również idą do nieba albo do piekła. Święty Franciszek z Asyżu określał zwierzęta „naszymi mniejszymi braćmi�. Przez to rozważano również, czy muszą one pościć w dni postne i czy mogą pracować w niedzielę oraz czy mają duszę i moralność, dar odróżniania dobra od zła.
Wracając do naszego mordercy trzymiesięcznego dziecka. Historia jak najbardziej jest prawdziwa. Mordercą była maciora z miejscowości Falaise we Francji. Została ona oskarżona w 1386 o pożarcie ręki oraz twarzy trzymiesięcznego dziecka leżącego w kołysce podczas nieobecności rodziców. Przy każdej zbrodni zawsze było przeprowadzone całe dochodzenie – więziono zwierzęta w celi, przesłuchiwano świadków oraz zwierzę (milczenie odbierano jako przyznanie się do winy), w końcu przekazywano je władzy publicznej, która wymierzała karę. Tak było też i w tym przypadku – proces lochy trwał 9 dni i „ w końcu skazano ją na śmierć poprzez powieszenie połączone z uprzednim włóczeniem końmi oraz zadanie jej tych samych ran, które ona zadała dziecku�. Ponadto wicehrabia Falaise zażądał, aby w miejsce kaźni spędzono wszystkie okoliczne świnie, by przyglądały się egzekucji i brały przykład. Przyglądać musiał się również właściciel świni, „aby go zawstydzić�. Był to typowy przykład procesu zwierzęcia domowego, jakich było tylko w Królestwie Francji w wiekach XIII–XVI około sześćdziesięciu.�

Co ciekawe, procesy (przede wszystkim kościelne) wytaczano również szkodnikom takim jak: szczury, myszy, orzesznice, wołki zbożowe, ślimaki, chrząszcze i gąsienice. Na ogół powodem tych procesów były plagi szkodników. Wobec tych trudności biskup lub inny duchowny mógł ukarać winowajców poprzez nałożenie na nich anatemy (klątwa; wyłączenie ze społeczności) lub ich ekskomunikowanie (w chrześcijaństwie najwyższa kara kościelna, polegająca na wykluczeniu z życia Kościoła).
Na szczęście czasy Średniowiecza już dawno za nami i nie stawiamy świń przed sądem. A może okaże się za kilka dekad, że zszokuje następne pokolenia coś, co dla nas było normą?
�ucja Sojda
