W teatrze każdy może się obnażyć i to nie całkiem samotnie, i prawie bez konsekwencji. Ktoś rozsądny podpowie, że taka ekspiacja jest normalna, wszak występujący na scenie jest zakryty rolą. Znudzeni teatrolodzy dodadzą: „To oczywiste, że aktor zawsze jest czymś okryty. Dziwne jest, że ktoś próbuje znaleźć inną definicję aktorskiej kreacji. Aktor nawet, wtedy gdy jest nagi, zawsze – nie ma co do tego wątpliwości – pozostaje w jakiś sposób ubrany, a przez to zupełnie zwyczajny�. Cytując za Lukasem Linderem: „Co więcej: wydaje się, że dziwacy nie mają czego szukać w twórczości dramatycznej�. Zatem teatr może być (i zapewne jest) miejscem, w którym dzieją się rzeczy zupełnie normalne. W teatrze wszystko jest ułożone, zainscenizowane, wyreżyserowane, nic nie podlega przypadkowi. Możemy wręcz ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że to raczej życie jest pełne swoistego szaleństwa.
Dziwakami jesteśmy wszyscy, a nie ci pozbawieni skrupułów, manipulujący naszymi emocjami aktorzy, szarlatani czy nawet prorocy. Otóż wszyscy wypełniamy społeczne zadania, gramy jakąś rolę naznaczoną wyłącznie determinacją innych, podobnych do nas freaków.
Oto dlaczego Anglicy tolerujÄ… ekscentryków oraz KrólowÄ…, oraz dlaczego Czesi majÄ… „nieznoÅ›nÄ… lekkość bytuâ€� i fenestracyjne poczucie humoru, Polacy – historiÄ™, z którÄ… nie wiedzÄ… co zrobić, a Hiszpanie – ³¾²¹Ã±²¹²Ô²¹ oraz Don Kichota, JapoÅ„czycy – kawai, czyli girl anime, a WÅ‚osi – pizzÄ™ i spaghetti oraz maÅ‚e paÅ„stwo w centrum stolicy rzÄ…dzÄ…ce duszami znacznie rozleglejszego paÅ„stwa niż ich wÅ‚asne. Wspomnijmy jeszcze Szwajcarów, od których zaczyna siÄ™ ta anegdota, gdyż inspiracjÄ… do jej przywoÅ‚ania byÅ‚y teksty z publikacji , a zwÅ‚aszcza niezwykle oddziaÅ‚ujÄ…cy na mÄ… wyobraźniÄ™ rozdziaÅ‚: Bohaterowie niespokojni – otóż Szwajcarzy majÄ… referenda w takich kwestiach jak przycinanie rogów krowom i kozom hodowlanym czy przyznanie praw podstawowych ssakom naczelnym (jakby to nie byÅ‚o oczywiste, wszak my także należymy do tej grupy).
Można oczywiście tę wyliczankę przeciągnąć przez wiele nacji, lecz ostatecznie zawsze dotrzemy do niepodważalnych, jednoznacznych wniosków, które brzmią: ekscentryczność jest cechą immanentną każdej jednostki ludzkiej!
Możemy zatem sobie wyobrazić scenę w takim niepozbawionym normalności teatrze, w której samotny, nagi mężczyzna pisze testament. Oczywiście natychmiast podniesie się „nierozsądny� głos z widowni: „Po co samotnemu mężczyźnie testament!?� Nikt nie zada sobie zrozumiałego w tej sytuacji pytania: Czy to, że ktoś pisze testament, naprawdę jest celem spotkania pomiędzy widzem a aktorem? Wszak nie jesteśmy pewni, czy samotny mężczyzna na scenie udaje, że siedzi przy stoliku i pisze testament, czy też rzeczywiście pisze najprawdziwszą, ostatnią wolę, klucz do własnego życia? Bo – i tu trzeba to wyraźnie podkreślić – to nie TEATR wyróżnia się w tej opozycji, ale codzienność zdaje się na swój sposób wyjątkowa. Teatr – jak wykazałem wcześniej – jest niczym więcej jak oazą normalności. Co innego – my, ludzie wobec prawdziwego, nieudawanego (patrz teatralnego) życia. My jesteśmy jakoś rozkosznie napędzeni. Tym bardziej, gdy już ochłoniemy i przeanalizujemy szaleństwo własnej egzystencji, pragniemy nieco zwolnić, zaznać odrobinę porządku, prostoty powszedniości.
W tym ujęciu codzienność staje się wręcz cywilizacyjną potrzebą, czymś, co za chwilę będzie dostępne tylko na specjalne talony. Tutaj mała dygresja futurologiczna – co się stanie, gdy utracimy podmiotowość na rzecz sztucznej inteligencji?
Dzisiejsze wiadomości donoszą, że gigant IT z Krzemowej Doliny, stworzył superkomputer oparty na kwantowym procesorze – co oznacza, że gdy tylko zostanie podłączony do nieograniczonych zasobów Internetu, błyskawicznie przeanalizuje jego zasoby, poznając gen ludzkiej tożsamości i wykorzysta tę wiedzę do manipulacji ludźmi. A posiadłszy nieograniczoną wiedzę, szybko stanie się od nas inteligentniejszy, a to oznacza logiczny i tym samym rozwiązujący wszystkie problemy (i pewnie będzie mógł znacznie więcej), a skoro wszystkie nasze problemy zostaną rozwiązane, to będzie nareszcie normalnie i wtedy... wtedy nie będziemy mogli już sobie pozwolić na niecodzienność, gdyż szybko zostaniemy sprawdzeni, zweryfikowani, a potem sprowadzeni do analitycznej normy, zostanie nam przywrócony kręgosłup cywilizowanej logiczności. Pozanormatywność, etyczne czy artystyczne miazmaty, wątpliwości wynikające z ludzkiej natury, odejdą w przeszłość, nastanie era upragnionej, konstruktywnej zwyczajności. Dlatego, póki jeszcze mamy czas, pobądźmy nierozsądni, a może nawet i DZIWNI.
Tytuł artykułu jest parafrazą słów Lukasa Lindera: „Uff, może to i lepiej, że nie zostanę dziwakiem�, pod redakcją Karoliny Sidowskiej i Moniki Wąsik, rozdział Teatr dziwaków.
Więcej tekstów tego autora znajdziesz .
