Z drugiej strony, mo偶e kilku najbarwniejszym postaciom tego zawodu uda si臋 przetrwa膰. Niewykluczone, 偶e stan膮 si臋 lokaln膮 atrakcj膮 zale偶n膮 od kaprys贸w finansowych elit ujawniaj膮cych sw膮 ekstatyczn膮 natur臋 niczym wampiry w podrz臋dnych dom贸wkach spirytystycznych.
W rozdziale 鈥濸amflet na zw贸d wyuczony鈥� publikacji Anny Magdaleny Zgody zamieszczony jest tekst, w kt贸rym bohater ksi膮偶ki pisze o re偶yserze jako kim艣, kto jest na granicy czego艣, co posiada ci臋偶ar, jak膮艣 warto艣膰 a tym, co nazwa膰 mo偶na naiwnym kuglarstwem, czym艣, co 鈥瀖iast 艣wiat艂ym luminarzem, staje si臋 pretensjonalnym nieukiem鈥�. Wszak teatralnemu protagoni艣cie nie wypada nie wiedzie膰, cho膰 z drugiej strony zapewne wszystkiego wiedzie膰 nie mo偶e. Zatem jedynym sposobem uzupe艂nienia informatycznego niedoboru mo偶e sta膰 si臋 literatura, owa niestrudzona zbieraczka fakt贸w o rzeczywisto艣ci. Ale i ona mo偶e mie膰 w tym teatralnym dramacie nieoczekiwanie destrukcyjn膮 rol臋.
Wed艂ug Hussakowskiego to w艂a艣nie nadmiar literatury rozpocz膮艂 er臋 dominacji re偶ysera. Musia艂 pojawi膰 si臋 kto艣 - fachowiec - kt贸ry ogarnia艂by rosn膮cy zakres informacji. Kto艣 kto wyt艂umaczy艂by szereg 艣wiatopogl膮dowych zmian, kto艣 kto stworzy艂by sp贸jny, klarowny przekaz w narastaj膮cym chaosie nadmiaru.
Od tej chwili aktor zajmowa艂 si臋 ju偶 tylko praktyczn膮 robot膮, scenograf scenografi膮, wszystkim w teatrze przypisano 艣ci艣le okre艣lone zadania. Ale owe cudowne, literackie remedium na bol膮czki XIX-wiecznej sceny by艂o jednocze艣nie jej przekle艅stwem, hekatomb膮 teatralnego fachu. Sta艂o si臋 to wtedy, kiedy literatura przesta艂a wystarcza膰. Wtedy, kiedy zacz臋to podwa偶a膰 jej dominuj膮c膮 rol臋. Re偶yserzy odeszli od tekstu, od dramatu, by skupi膰 si臋 na autentycznym do艣wiadczeniu, by praktykowa膰 tw贸rcze eksperymenty, by w jaki艣 spos贸b przerobi膰 coraz wi臋cej bit贸w informacji wynikaj膮cych z nowych, mniej lub bardziej oryginalnych relacji i zwi膮zk贸w. Mimo tytanicznej pracy, poniesionych koszt贸w, coraz trudniej by艂o stworzy膰 co艣 wyj膮tkowego, osobistego, co艣 wa偶nego. Wszystko ju偶 zosta艂o opowiedziane i teraz mo偶na by艂o ju偶 tylko powiela膰 i cytowa膰. Nadmiar przer贸s艂 wol臋 i mo偶liwo艣ci jednostki.
Teatr odrzucaj膮c literatur臋, od samego pocz膮tku sta艂 na przegranej pozycji, gdy偶 musia艂 w procesie kreacji nowych znacze艅, wytworzy膰 odpowiednie napi臋cie wynikaj膮ce ze wsp贸艂uczestnictwa, a ponadto przynajmniej spr贸bowa膰 nauczy膰 wszystkich uczestnik贸w podstaw pos艂ugiwania si臋 nowymi tre艣ciami. Przy tak z艂o偶onym procesie 艂atwo o pomy艂k臋, o bana艂, o lenistwo, a jeszcze 艂atwiej o 艂atk臋 plagiatora, odtw贸rcy czy epigona. Tym bardziej 偶e obowi膮zkiem nowoczesnego, 艣wiadomego, awangardowego re偶ysera jest proponowanie wci膮偶 i wci膮偶 czego艣 odmiennego, czego艣 tw贸rczego, oryginalnego, wszak tego 偶膮da nieujarzmiony poch艂aniacz wra偶e艅 鈥� wsp贸艂czesny widz. Tylko 偶e 偶aden cz艂owiek tego nie potrafi, a c贸偶 dopiero ow艂adni臋ty samozachwytem artysta. Zapewne nawet nie mo偶e, gdy偶 porusza si臋 w okre艣lonej przestrzeni, uk艂ada zawarto艣膰 komunikatu w okre艣lonym j臋zyku, nieszcz臋sny korzysta z powielanych informacji, a przy tym u偶ywa tych samych narz臋dzi i 艣rodk贸w.
Niestety nowoczesny artysta nadal tkwi w 鈥瀐eroicznej鈥� pu艂apce anachronicznych powrot贸w i nawi膮za艅, i co najgorsze wydaje si臋 nie mie膰 innego wyj艣cia.
Czy dobry re偶yser, niczym Newton, aby zobaczy膰 rozczepienie 艣wiat艂a, uk艂u艂by si臋 w oko? Czy musi a偶 tak ryzykowa膰? By膰 mo偶e oryginalno艣膰, talent, autonomia tw贸rcy pomog艂aby zapanowa膰 nad zjawiskiem nieokre艣lono艣ci, mog艂aby stanowi膰 klucz do rozwi膮zania problemu wt贸rno艣ci, nieautentyczno艣ci, trudno jednak udawa膰, 偶e to wystarczy do rozwik艂ania z艂o偶onej dynamiki wsp贸艂czesno艣ci. Tym bardziej 偶e wsp贸艂czesno艣膰 jest zbyt wymagaj膮ca, zbyt wieloaspektowa, by artysta nie pr贸bowa艂 do艣wiadczy膰 ka偶dej z jej objawie艅, co ju偶 na starcie powoduje rozdrobnienie energii, rozproszenie uwagi, wieczne szukanie a przez to marginalizacj臋, uproszczenie i zaszufladkowanie. Mo偶e dlatego re偶yser dzi艣 jest ju偶 tylko fikcyjn膮 funkcj膮 obci膮偶on膮 mitem demiurga intelektualisty 鈥� figur膮, kt贸ra niczym grecki pos膮g z ma艂ostkow膮 dum膮 艣wieci blad膮 po艣wiat膮 ju偶 tylko mgli艣cie przypominaj膮c膮 wielobarwne chwile chwa艂y.
W teatrze XXI wieku nic ju偶 si臋 nie wydarzy, wszystko zosta艂o opowiedziane, wszystko pokazane, dlatego re偶yserzy mog膮 ju偶 tylko udawa膰, 偶e wnosz膮 w nasze 偶ycie nowe historie (gdy偶 te zosta艂y ju偶 opowiedziane na niezliczone sposoby). I pewnie dlatego teatr, z ca艂ym swym intelektualnym oprogramowaniem, pr臋dzej czy p贸藕niej trafi do folklorystycznego lamusa historii sztuki. Niestety wsp贸艂czesna opowie艣膰 teatralna nie ma happy endu, bo to opowie艣膰 bez wyj膮tk贸w, bez tak oczekiwanej przez wszystkich widowiskowej pointy.
Wi臋cej tekst贸w tego autora znajdziesz .
