Każdy badacz, który zajmuje się kwestią relacji religii oraz ekonomii ma wielkiego poprzednika, którego dzieło stanowi niewzruszony punkt odniesienia. Mowa tu oczywiście o Maksie Weberze i jego pracy Etyka protestancka i duch kapitalizmu. Odkąd niemiecki socjolog ogłosił swoje opus magnum uczeni parający się podobną tematyką dzielą się na „weberystów�, którzy popularyzacją lub pogłębiają naczelną tezę mistrza (do tej grupy należy Janusz Skodlarski) oraz „anty-weberystów�, którzy z różnych pozycji (od katolickich po marksistowskie) ją podważają.
Sama teza jest oczywiście dobrze znana, więc dla porządku przytoczę tylko jej „genealogiczne� sedno: kapitalizm w oczach Webera stanowił produkt protestanckiej etyki pracy, której najpełniejszy wyraz stanowiło nauczanie purytańskie zainspirowane pismami Jana Kalwina. Wynikać miało to z dość specyficznego rozumienia doktryny predestynacji, czyli wiary to, że tylko niewielka część ludzi zostanie zbawiona, a Bóg już podjął decyzję o tym, kto należy do grona wybranych. Na Niebo nie da się zasłużyć, wybór został zatem dokonany, zanim się urodziliśmy. Taki stan rzeczy musiał, rzecz jasna, budzić niepokój u niejednego bogobojnego purytanina, który szukał jakiejkolwiek „podpowiedzi� odnośnie tego, czy i on zalicza się do grona wybranych.
Popularne, choć sprzeczne z nauką Kalwina, stało się postrzeganie powodzenia w życiu doczesnym jako wyrazu bożej przychylności. Kto miał pieniądze i kto w opinii sąsiadów rozporządzał nimi w sposób rozsądny i etyczny, ten był „dobrym protestantem�, a zatem najpewniej — jednym z przeznaczonych do życia wiecznego.
Z czasem religijny aspekt troszczenia się o oszczędność, zaradność, prowadzenie dobrej księgowości i etycznego biznesu osłabł, a pomnażanie zysków stało się celem samym dla siebie. W ten sposób, zdaniem Webera, protestancka Północ wyprzedziła gospodarczo katolickie Południe. W omawianej pracy zainteresowany czytelnik znajdzie oczywiście pełniejsze omówienia tego stanowiska.
W pierwszym akapicie zapowiedziałem jednak polemikę, do której teraz pragnę przejść. Dotyczy ona nie tyle centralnych tez zawartych w książce, ile ich biblijnego uzasadnienia. Mianowicie: Autor czyta przypowieści zawarte w Nowym Testamencie w moim odczuciu nazbyt dosłownie, co czasem prowadzi go do wyciągania wniosków idealnie odwrotnych w stosunku do tych, które wysnułby teolog. Rozważmy znaną przypowieść o talentach. Zdaniem Janusza Skodlarskiego jest to przejaw chrystusowego myślenia „w kategoriach gospodarki rynkowej� (sic) oraz zachęta do pomnażania majątku. Oczywiście z chrześcijańskiego punktu widzenia taka interpretacja musi być uznana za błędną, bowiem Wcielenie nie dokonało się po to, aby dopomóc w dynamizowaniu działalności biznesowej, lecz po to, aby przybliżyć ludzi do zbawienia.
Powszechnie uważa się, że sens przypowieści o talentach jest taki, że wszystko, co człowiek otrzymał od Ducha Świętego, materialnego bądź niematerialnego (tu pomocna jest dwuznaczność słowa „talent�), musi być przez niego spożytkowane. Marnotrawienie talentu jest grzechem, bo stanowi sprzeniewierzenie się boskiemu planowi.
Zamiast pochwały indywidualizmu mamy tu zatem moralny nakaz wykorzystania tego, co nam dano w imię większego dobra. Przykładowo: apostołom ofiarowano dar języków, aby mogli nauczać inne ludy Słowa Bożego, nie zaś by efektywniej prowadzili negocjacje handlowe.
Analogicznie jest w przypadku przytaczanej przez Autora przypowieści o pracownikach w winnicy. Z uznaniem cytuje on słowa właściciela: „czy nie wolno mi czynić z tym, co moje, czego chcę?� uważając, że odnalazł biblijną sankcję dla bardzo liberalistycznego rozumienia relacji pracownik-pracodawca. Naturalnie, w kontekście całego Pisma Świętego nie sposób uznać takiej interpretacji za prawidłową, prawo mojżeszowe surowo bowiem zabraniało tego rodzaju uznaniowości (Kpł 19,13; Pwt 24,15; Syr 34,21). Potępia się ją również w listach apostolskich (m.in. Jk 5,4n). Raz jeszcze przestrzec należy przed traceniem z oczu faktu, że Biblia jest „podręcznikiem� eschatologii, nie zaś zarządzania.
Druga z omawianych przypowieści dotyczy bowiem nie pieniądza, lecz łaski bożej. Chrystus przestrzega swoich uczniów, aby nie rywalizowali ze sobą w wierze. Odmawia im prawa do powiedzenia: „moja nagroda powinna być większa, bo ja nawróciłem się wcześniej niż on� albo „moja modlitwa była żarliwsza, a uczynki donioślejsze — czemu zatem jemu przeznaczyłeś taką samą nagrodę, jak mnie?�. Pracownik winnicy pańskiej, który podjął swój trud „o jedenastej godzinie� (czyli w przededniu śmierci, nie zaś dosłownie — na godzinę przed wypłatą dniówki) może mieć — obiecuje Jezus — taki sam udział w zbawieniu, jak ten, który wierzył i służył Bogu całe życie. Chrześcijanie muszą zaakceptować, że Stwórca jest jedynym szafarzem łaski i rozdaje ją wedle uznania.
Naturalnie, gdy mowa o pracy poświęconej religii oraz ekonomii nie sposób, aby nie pojawiły się kontrowersje i polemiki. Wartość omawianej publikacji postrzegam właśnie w tym, że do takiej dyskusji prowokuje, przy okazji dostarczając rzetelnej wiedzy, która pomoże uporządkować — albo ponownie przemyśleć — własne argumenty.
Więcej tekstów autora znajdziesz .
