Utopijne wizje zagranicznego dobrobytu, odrażający, groteskowo demoniczny wróg czy może bohaterski zryw serca i potęga narodu polskiego?
Wielorakie obrazy rzeczywistości przepuszczonej przez soczewkę propagandy towarzyszyły Polakom u progu i w trakcie II wojny światowej. W formie plakatu – druku ulotnego, który spotkać można było na rogu niemal każdej ulicy, stanowiły niezwykle dogodne i skuteczne narzędzie wpływu społecznego.
Potrafiły kształtować światopoglądy i sterować nastrojami ludzi ze wszystkich warstw społecznych, niezależnie od ich wykształcenia czy zamożności. Wszechobecne w życiu i przestrzeni publicznej, działały niczym przekaz podprogowy. Wielokrotne, krótkie, pozbawione głębszej refleksji zerknięcia na owe grafiki stopniowo, ale skutecznie budowały odpowiednie spojrzenie na świat – kogo uważać za sojusznika, kogo za wroga, gdzie czeka wojenna pożoga, a gdzie dostatnie życie.
I choć może się wydawać, że jako medium plakat jest nieskomplikowany, to jest to złudne przekonanie – często pracował nad nim sztab specjalistów, tak by z pozornie zwyczajnej formy graficznej wydobyć maksymalny potencjał. Na jej efektywność składały się przemyślane zabiegi stylistyczne, odpowiedni dobór kolorów, wyraziście nakreślone mimika i gest. Z ich połączenia wyłaniała się bardzo jednoznaczna wizja dobra i zła, odwołująca się do ludzkich emocji, nie dająca w zasadzie przestrzeni na dalsze dywagacje.
Siły propagandowego przekazu świadomi byli zarówno wrodzy najeźdźcy, jak i Polacy. O ile rodzime plakaty zazwyczaj prezentowały dość konwencjonalny, martyrologiczny zestaw tematyczny: wezwanie do mobilizacji poprzez odwoływanie się do poczucia wspólnoty narodu, straszenie okrucieństwami wojny, ucieleśnione diabolicznymi, zwyczajnie brzydkimi obliczami wroga czy dramatyczne obrazy ruin czekających ojczyznę, o tyle zdarzały się także przykłady kreatywnego przekłamywania i podkolorowania rzeczywistości na korzyść Polski.
Tak było w przypadku plakatu sygnowanego znanym hasłem „Silni, zwarci, gotowi�, ukazującego marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego wraz ze sztabem, podziwiających potęgę polskiej siły lotniczej. Grafika „ku pokrzepieniu serc� okazała się być jednak wyjątkowo przewrotnym fotomontażem, na którym faktycznie widnieją samoloty nazistowskiej Luftwaffe.
Niemiecka propaganda działała na wielu frontach. Na grafikach pojawiały się karykaturalne i złowrogie przedstawienia sowieckiej Rosji, takie jak szkaradny pająk-wampir Stalin głoszący, iż „Polska nie chce mego objęcia�, i trzymający już w swoich odnóżach inne państwa Europy. Nie stroniono od satyrycznego ujęcia operującego czarnym humorem, nierzadko kpiąc z alianckich przywódców – świetnym przykładem będzie tu tytułowy slogan „Nie bój się, babcia nic ci nie zrobi� i związany z nim rysunek ukazujący Polskę w roli Czerwonego Kapturka, pchanego przez Winstona Churchilla prosto w łapy i paszczę krwiożerczej Babci-Wilka, czyli ZSRR. W podobnej konwencji utrzymano plakat z prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem w podomce, zapewniającym Europejczyków o niemal bezbolesnym procesie dostosowywania się do systemu sowieckiego, gdy jednocześnie w tle majaczyła złowieszczo gilotyna z zakrwawionym sierpem zamiast ostrza.
Z drugiej strony Rzesza objawiała się na plakatach jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Nie szczędzono starań, by przekonać i zachęcić Polaków do emigracji zarobkowej, czyli tzw. wyjazdu „na roboty�. Kolorowe, cieszące oko druki przedstawiały młodych, dziarskich i uśmiechniętych mężczyzn, którzy z ochotą zdobywali doświadczenie w niemieckich fabrykach, w domyśle mających wrócić do ojczyzny już jako prawdziwi fachowcy. Opublikowana broszurka „Jak Piotr i Zośka znaleźli szczęście� w formie komiksowej rymowanki opowiadała losy polskiej pary, która nie dała się zniechęcić zawistnym, uprzedzonym rodakom i wyjechała za granicę, gdzie wiedli spokojny, dostatni żywot, mając czas zarówno na pracę, kościół, jak i rozrywki, przy tym oczywiście powiększając swój przyszły majątek.
Dla tych niezdecydowanych, których nie przekonywały obrazkowe historyjki, tworzono bardziej realistyczne formy graficzne, z wykorzystaniem odpowiednio upozowanych zdjęć – tak było w przypadku całkiem licznych plakatów namawiających Polki do wyjazdu. Nieomal sielskie, wiejskie ujęcia zadowolonych Anielci, Hanusi, Janki czy Rózi przy rozmaitych pracach rolnych i domowych, opatrzone stosownym komentarzem, obiecywały stabilny byt, opiekę zdrowotną, wynagrodzenie i życie towarzyskie. Manipulowały emocjami, odwołując się do poczucia obowiązku polskich gospodyń i pań domu, dając im przestrzeń na bycie „użytecznymi� w czasach wojny. Jak wiemy, realia takich wyjazdów były oczywiście zgoła inne, ponure i brutalne, o czym świadczą liczne relacje i wspomnienia.
Przykłady można by mnożyć – druki propagandowe obecne były w Polsce przecież nie tylko w trakcie okupacji, ale też przed i po niej. Osadzone w kontekście historyczno-społecznym, ewoluowały, przybierając różnorakie formy. Śmiało korzystały z całego wachlarza środków wyrazu, odniesień do najniższych pobudek, ludzkich uczuć, lęków, potrzeb i pragnień, przez kolejne dekady pozostając niezmiennie skuteczną, na pozór niegroźną, metodą perswazji.
Wszystkie wspomniane w tekście druki i grafiki znajdują się w katalogu online BU�.
Materiał opracowany przez Zespół Oddziału Zbiorów Specjalnych BU�.