Początkowo wydawać się może, że dziedzictwem rodu Lonsonierów jest przekazywana z pokolenia na pokolenie mała winnica, jednak szybko okazuje się, jak bardzo ulotne są rzeczy materialne. Plantację niszczy w krótkim czasie poważna choroba, a jej właściciel decyduje się na rozpoczęcie nowego życia w Chile, gdzie czuje się z początku wyalienowany i tęskni za ojczyzną. Francja jest dla niego symbolem dobrobytu, bezpieczeństwa i miłości. Tak też wychowuje swoich trzech synów, którzy w godzinie wybuchu I Wojny Światowej decydują się wstąpić do armii i bronić kraju swych przodków, wypowiadając jednogłośnie Je pars me battre pour la France! W trakcie wojny dwoje z nich ginie, a trzeci, Lazare, staje przed trudnym wyborem uratowania towarzyszy lub uratowania siebie. Pomimo, że wojna się wkrótce kończy, on wciąż odczuwa jej skutki w postaci traumy. Wszystko wydaje się wracać do normy. Zakłada rodzinę, rodzi mu się córka, Margot, której marzeniem jest zostanie pilotem. Lotnictwo jest dla niej ucieczką i symbolem wolności podobnie jak dla jej matki są nim ptaki beztrosko latające po niebie. U progu II Wojny Światowej Margot wraz ze swym przyjacielem, Ilario, wyrusza na front, a informując o tym ojca wypowiada dokładnie te same słowa, które on sam powiedział swoim rodzicom 20 lat wcześniej. Jak się później okazuje jej również pisane jest stanięcie przed trudnym wyborem uratowania przyjaciela lub samej siebie. Po wojnie, na świat przychodzi kolejna generacja Lonsonierów. Margot rodzi syna, którego nazywa na cześć swojego przyjaciela Ilario. Podczas zamieszek w Chile chłopak zostaje aresztowany za domniemane kontakty z komunistami i brutalnie torturowany. Czeka go trudna decyzja czy zdradzić nazwiska winnych czy poświęcić siebie i pozostać lojalnym. Wszystkie te wydarzenia powodują, że Margot przeklina chorobę winorośli, która jest powodem tej całej bolesnej emigracji i w ułamku chwili decyduje spakować się i wracać z synem do Francji. W ostatnim momencie wracają do niej wspomnienia z wojny i decyduje się opuścić syna, który sam dobija do portu w ojczyźnie jego przodków. Zapytany o nazwisko przypomina sobie przekazywane z pokolenia na pokolenie historie o wujku Michelu René i z obawy, że przeszłość dopadnie go nawet po drugiej stronie oceanu decyduje się przyjąć jego nazwisko i stać się zupełnie innym człowiekiem.
W mojej opinii niezaprzeczalnie jest to godna polecenia, piękna opowieść o patriotyzmie, a także różnych aspektach tytułowego dziedzictwa, którym z jednej strony są rzeczy materialne przekazywanie następnym generacjom, ale też stawanie przed trudnymi decyzjami, przeciwstawiającymi ze sobą dobro jednostki wobec dobra ogółu. Jest to również historia cierpienia i bólu przeżywanego z powodu wojny i jej następstw takich jak śmierć bliskich, czy głęboka trauma. Poruszony zostaje też motyw dziedzictwa jako tożsamości człowieka, która jest cechą różnicującą nas na tle społeczeństwa i pomimo, że akcja fabuły osadzona jest w dużej mierze w I połowie XX wieku, wiele z nas wciąż może utożsamiać się z problemami poruszonymi w tej powieści. Trzeba podkreślić jednak, że niezależnie od tego, która z pozycji wygra tegoroczną edycję Le Prix Gouncourt, każda z nich z pewnością zasługuje na pochylenie się nad nią i zagłębienie w fabułę. W końcu sama nominacja jest już ogromnym wyróżnieniem!
Filip Kolecki