¾«¶«Ó°ÊÓ

Prix Goncourt 2020 #2 : Sarah Chiche, „Saturne�

„Saturne� – permanentny ból, melancholia, dusząca atmosfera, ciężar spraw z przeszłości..

Opublikowano: 11 listopada 2020

Takie określenia jako pierwsze przychodzą mi na myśl o nowej powieści Sarah Chiche. Została ona podzielona na dwie części. Pierwsza z nich rozpoczyna książkę w przejmujący sposób, ukazuje portret ojca, jego historię i śmierć w młodym wieku. Styl autorki ujawniający się w niezwykle dokładnym i wiarygodnym obrazowaniu sytuacji, pozwala na jeszcze mocniejsze doznanie uczestnictwa w przedstawionych wydarzeniach.

Druga część to opowieść córki pogrążonej w depresji, żałobie i cierpieniu, próbującej zatopić swój ból w pisaniu i nauczyć się w jakiś sposób żyć obok przykrych, ciążących doświadczeń.
Nie będę ukrywać, dlaczego spośród wszystkich pozycji wybrałam właśnie tę.

W „Saturne� skusił mnie… tytuł. Biorąc pod uwagę to, że autorka oprócz zdolności pisarskich zajmuje się również psychologią oraz psychoanalityką, można się domyślić, że nie będzie to powieść science-fiction o podbojach kosmosu… a raczej doszukamy się w niej ukrytej, bardziej skomplikowanej symboliki Saturna na podłożu ludzkiej psychiki. Dlatego zdecydowałam się dowiedzieć, dlaczego autorka całą treść dwustustronicowej powieści zamknęła w nazwie tej właśnie planety Układu Słonecznego. Dokładną odpowiedź na to pytanie uzyskałam dopiero na końcu książki.

„De Saturne, astre immobile, froid, très éloigné du Soleil, on dit que c’est la planète de l’automne et de la mélancolie. Mais Saturne est peut-être aussi l’autre nom du lieu de l’écriture – le seul lieu où je puisse habiter�.

Czy nie taki właśnie był obraz Saturna, uznawanego przez starożytnych za ostatnią planetę w naszym układzie, zimną i pełną zła?

Autorka go przywołuje, metaforyzuje, porównuje Saturna nie tyle do miejsca, co samego pisania, któremu się oddała. Saturn – pisanie, odległa planeta pełna chłodu i rozpaczy, na której kobieta nie ucieknie przed dźwiganym ciężarem i będzie się z nim dalej mierzyć, ale będąca jednocześnie pewnego rodzaju ostoją, zalążkiem spokoju, pozwalająca na kontakt ze zmarłym ojcem.
Książka z pewnością nie jest skierowana do osób chcących zrelaksować się pod kocem w chłodny, jesienny wieczór w towarzystwie lekkiej lektury i gorącej herbaty. Z drugiej strony, chyba żadna osoba o takich zamiarach i zdrowych zmysłach nie sięgnęłaby po dzieło pisarki znanej z zapędów psychoanalitycznych.

Nagromadzenie nieocenzurowanego bólu i cierpienia może przytłoczyć nawet wymagających czytelników i skruszyć lód serc na pozór „uczucioodpornych�. A Sarah Chiche umie wywołać wzruszenie i umie swoim piórem przeszywać serca, będąc w tym jednocześnie odważną i bezwzględną.
Jedno jest pewne… Naprawdę warto przeczytać!

Justyna Tomecka

Opublikowano: Weronika Lesiak

CENTRUM ANALIZ, MODELOWANIA I NAUK OBLICZENIOWYCH (CAMINO)
E: camino@uni.lodz.pl

Projekt Multiportalu U� współfinansowany z funduszy Unii Europejskiej w ramach konkursu NCBR