Narratorem powieści jest Kateb, który pomimo trudnej przeszłości i wielu ciężkich wspomnień, zdecydował się zostać biografem. Mężczyzna, wysłuchując historii drugiego człowieka, zawsze stara się znaleźć w nim pękniecie – wydarzenie, które naznaczyło jego rozmówcę. Pewnego dnia bohater otrzymuje propozycję napisania książki na temat fundacji pomagającej osobom bezdomnym.
Opowiadane przez wolontariuszy oraz potrzebujących historie sprawiają, że Kateb zaczyna zastanawiać się nad swoją przeszłością. Spotkania te skłaniają głównego bohatera do wielu refleksji na temat życia.
Tytuł, w przełożeniu na język polski, to „Linoskoczkowie”. Właśnie tym słowem biograf określa każdego z nas. Jesteśmy jak cyrkowcy, którzy wędrują po linie. Lina ta jest metaforą życia. Narrator uważa, że niczego nigdy nie możemy być pewni. W każdej chwili możemy przecież spaść. Spotkania z bezdomnymi uświadamiają mężczyźnie, że on, jako imigrant, także nie ma swojego miejsca na Ziemi. Francja nie jest dla niego domem, nie jest z nią naprawdę związany. Ojczysty kraj też jest mu obcy. Mówiąc o miejscu, z którego pochodzi, zawsze używa określenia „tam daleko”.
Autor książki przedstawia nam niesamowite historie wolontariuszy oraz tych, którym pomagają. Po lekturze powieści uświadamiamy sobie, że bezdomność, to coś więcej niż znane nam stereotypy, a ludzie bezdomni przypominają nas bardziej, niż nam się wydaje. Kolejnym wątkiem, który możemy odnaleźć w książce, jest pogoń za przeszłością. Kateb, z pomocą nawiązanych znajomości, próbuje odnaleźć swoją dawną miłość. Mężczyzna, kilka lat wcześniej, wyjechał z miasta bez wyznania Nadii swoich uczuć. Seria nieporozumień sprawiła, że ich drogi się rozeszły. Dołączenie do kręgu wolontariuszy pozwoliło głównemu bohaterowi uwierzyć, że ponowne spotkanie z dziewczyną jest możliwe. W trakcie zbierania materiałów do książki okazało się, że kilka osób związanych z fundacją zna Nadię. Z pomocą uzyskanych od nich informacji mężczyzna ustala, że jego dawna miłość dalej zajmuje się wolontariatem i za wszelką cenę postanawia ją odnaleźć. Pomimo czasu, który upłynął od ich ostatniego spotkania, Kateb ma wrażenie, że uczucia, którymi darzy Nadię, wciąż są żywe. Co więcej, pod wpływem wspomnień, zaczyna on wierzyć w to, że mają jeszcze szansę na wspólną przyszłość. Główny bohater nie bierze pod uwagę tego, że jej życie toczyło się bez niego i że czeka go zderzenie z rzeczywistością.
Zarówno wątek prywatnego śledztwa, jak i historie spotykanych przez Kateba osób, były dla mnie bardzo interesujące. Uważam, że metafora ludzi będących linoskoczkami jest niezwykle trafna i pozwala nam zrozumieć, że każdy z nas w ułamku sekundy może znaleźć się na miejscu osoby bezdomnej. Od upadku z liny dzieli nas naprawdę niewiele dlatego musimy uważnie stawiać kroki. Koncepcja pęknięcia u człowieka także niesamowicie do mnie trafia. Każdy z nas przeżył bądź przeżyje coś, co sprawiło, że jest aktualną wersją siebie. Jeśli będziemy wystarczająco uważni i wysłuchamy dokładnie drugiej osoby to uda nam się odnaleźć jej pękniecie. Wydarzenie, które wpłynęło na jej życie i zmieniło ją na zawsze. Powieść ta, po kątem języka, jest napisana zrozumiale. Sposób wyrażania się jest dopasowany do postaci. Dziwić może jedynie fakt, że jeden z bezdomnych, Filozof, zna dzieła Rousseau oraz przytacza jego słowa i myśli. Trzeba jednak pamiętać, że w przeszłości bohater ten mógł być osobą uczoną i fakt, że znalazł się w potrzebie, może być jedynie splotem nieszczęśliwych wydarzeń. Wspomnienia głównego bohatera, które przeplatają się z właściwą akcją, odznaczają się i nie sprawiają, że główny wątek gdzieś nam ulatuje. Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie. Autor zdradza nam imię narratora dopiero pod koniec książki. Ten zabieg, przynajmniej dla mnie, jest bardzo ciekawy. Dzięki niemu łatwiej jest się utożsamić z głównym bohaterem. Czytając powieść można odnieść wrażenie, że jest to znaleziony przez nas pamiętnik. Z każdą stroną odkrywamy tajemnice i myśli narratora, jesteśmy świadkami jego wyznań.
Podsumowując, uważam, że «Les Funambules» to naprawdę dobra książka. Ukazane w niej teorie oraz przemyślenia bardzo do mnie trafiają. Powieść przybliża nam postać osoby bezdomnej oraz wolontariusza. Nigdy nie interesowałam się tym tematem i czuję, że dowiedziałam się kilku naprawdę interesujących rzeczy. Czytając, wielokrotnie uświadamiałam sobie, że przedstawione historie są wzorowane na życiu niejednej osoby. Cieszę się, że wybrałam akurat tę książkę, ponieważ wielokrotnie skłoniła mnie ona do refleksji na temat mojego życia oraz tego co mam. Wątek pogoni za przeszłością oraz pogodzenia się z tym, co straciliśmy, także jest mi bardzo bliski. Myślę, że właśnie dlatego poszukiwania Nadii poruszyły mnie tak bardzo.
Agnieszka Sompolska