
Żyjemy w czasach, w kto�rych wszystko dzieje się o wiele za szybko. Przyzwyczajeni jestes�my do ciągłego pos�piechu i gonitwy, chociaż często nie wiemy włas�ciwie za czym. A jes�li nawet wiemy, to nie zastanawiamy się, jaki jest tego cel. Czy ma sens dążenie do realizacji naszych celo�w, kiedy ryzykujemy jednoczes�nie utratą jednej z niewielu rzeczy, jaką nam dano, a kto�rej nie możemy odtworzyc�? Mowa o czasie.
Od kilku lat obserwujemy nies�miały wzrost s�wiadomos�ci w kwestii jakos�ci życia, powoli istotne staje się nie tylko zaspokajanie potrzeb materialnych, ale ro�wnież duchowo-mentalnych wraz z dbaniem o fizycznos�c�. Pojawienie się w polskich realiach kilka lat temu idei slow life zaowocowało zdrową tendencją do bardziej przemys�lanego spędzania czasu wolnego. Początkowo częs�ciej obecna w s�rodowiskach ludzi zawodowo umocowanych w kręgach freelancu lub pracujących two�rczo, przeniknęła do szerszego grona. Sam zaliczam się do wspomnianej grupy. My, już nie dwudziestoparolatkowie, przechodzimy z okresu „jakos� to będzie� w okres, gdzie zaczynamy planowac� życie na nieco dłużej niż dwa dni zbliżającego się weekendu.
Obecnie standardem wliczonym w umowę o pracę stały się karnety umożliwiające nieograniczony dostęp do siłowni i klubo�w sportowych wszelkiej mas�ci. Modne jest uczęszczanie na crossfit, aerobik czy też uprawianie jednej z kilku wersji jogi. Dzięki mediom społecznos�ciowym każdy chce byc� wysportowany. Patrzymy na naszego ulubionego trenera personalnego, kto�ry regularnie na ekranie smartfona zachęca nas do ruszenia się sprzed telewizora celem rzez�bienia sylwetki w lokalnej siłowni (reklamując w międzyczasie swo�j ulubiony specyfik na wzrost wszystkiego, co chcielibyśmy, żeby nam urosło). Niezależnie od tego, że to byc� może tylko moda, oraz od tego, w jakim tempie wzrasta w aplikacji Instagram dzienna liczba zdjęc� z hashtagiem #silownia, #gym czy #fitgirl, to dobrze, że ludzie tak tłumnie zaczęli c�wiczyc�. Im więcej zdrowych nas będzie, tym łatwiej spłacimy zadłużenie pan�stwa spowodowane programem socjalnym, który tak hojnie dzieli pieniądze między nas wszystkich.
Przyzwyczajamy się do możliwos�ci zaplanowania naszej przyszłos�ci. Co jednak, gdy dzieje się inaczej (cos� idzie nie po naszej mys�li)? Wypadki losowe lub nabyte choroby przewlekłe skutecznie zaburzają nasze funkcjonowanie. Nagle postawieni jestes�my w sytuacji, kto�rej kompletnie się nie spodziewalis�my.
„Ulubien�cy bogo�w umierają młodo� – Fryderyk Nietzsche.
Sam kiedys� przeżyłem cos� podobnego. Chwilę przed trzydziestymi urodzinami doznałem poważnego urazu kręgosłupa. Problemem były mięs�nie woko�ł rdzenia kręgowego i ich nacisk na kręgi. W skro�cie – dwa dni czułem duży dyskomfort przy poruszaniu, nawet po zażyciu podwo�jnej dawki silnego leku us�mierzającego bo�l byłem bliski wizyty na pogotowiu. Mo�j organizm zdecydował za mnie, dostałem nagłego ucisku mięs�ni, skon�czyło się najbardziej bolesną podro�żą samochodem, jaką kiedykolwiek odbyłem. Na pobliski SOR oczywis�cie. Po szes�ciu godzinach leżenia, przypięty pasami do twardej deski ratunkowej (przynajmniej wtedy nie czułem bo�lu), zostałem przyjęty na oddział neurochirurgii. Diagnoza lekarza po kolejnym badaniu nie była wesoła. Usłyszałem, że jes�li w przyszłos�ci chcę chodzic� i byc� sprawny, najlepiej byłoby odstawic� moje ukochane taekwon-do, kto�re uprawiam od ponad dziesięciu lat. Byłem zwyczajnie zdruzgotany. Nagle całe moje życie zostało wywro�cone do go�ry nogami. Wczoraj silny, młody, z planami na przyszłos�c�, teraz zwyczajnie niedołężny i wymagający pomocy.
Moi rodzice są lekarzami, całe dziecin�stwo sądziłem, że jestem odporny na to, co większos�c� ludzi postrzega w medycynie jako przerażające. Przywykłem do ludzi chorych, zapachu lekarstw, fartucho�w czy tematu s�mierci. Nie robiły na mnie wrażenia korytarze szpitalne i sale zabiegowe. Nawet w domu mieliśmy dwa gabinety.
Wszystko uległo zmianie, kiedy trafiłem do szpitala. Zrozumiałem nagle, jak postrzegają lekarzy i choroby inni ludzie. Jak bezbronni i samotni czują się pos�ro�d pozostałych chorych w szpitalu.
W obcym, zimnym od s�wiatła świetlówek budynku pełnym długich, pustych nocami korytarzy. Gdzie sale dzieli się z kilkoma ro�wnie przerażonymi osobami, kto�rych jeszcze wczoraj zaplanowane życie nagle skurczyło się do przestrzeni między kolejnymi obchodami lekarskimi. Przerażająca jest ta chwila, kiedy nagle orientujemy się, że nic nie wiemy i nie mamy żadnego wpływu na to, co się z nami włas�ciwie stanie.
Historia nie kon�czy się specjalnie dobrze, co prawda częs�ciowo wyzdrowiałem i trenuję, ale nadal z tyłu głowy mam mys�l o tym, że kiedys� zno�w mogę się pojawic� w tym okropnym miejscu jako pacjent. Już nigdy nie spojrzę na szpital tak samo. Na pewno nie tak jak wtedy, kiedy jako młody chłopiec wpadałem po lekcjach na oddział do taty i kupowałem najlepsze na s�wiecie pączki z kawiarni na parterze. Witały mnie młode pielęgniarki, pytając, jak w szkole i czy mam już jakąs� dziewczynę. Z perspektywy czasu mys�lę, że to mimo wszystko pozytywne dos�wiadczenia. Po nagłym wyjęciu z rzeczywistos�ci oraz utracie kontroli nad własnym ciałem zdecydowanie łatwiej jest docenic� wartos�c� czasu, jaki nam przysługuje. Dzięki temu możemy go dzielic� z tymi, na kto�rych zależy nam najbardziej.
„Always look on the bright side of life� – Monthy Python.
Piter Trojanowski
Urodzony w 1984 roku w �ęczycy. Magister sztuki na Wydziale Operatorskim w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L. Schillera w �odzi. Swoje prace prezentował między innymi w Patio Centrum Sztuki, podczas Pinhole Festival w Niemczech, na Art Takes Time Square (Time Square, Nowy Jork), w Muzeum Kinematografii w �odzi i na OFF Piotrkowskiej, w Galerii Centrum Konferencyjnego ZAMEK!, podczas wystawy studentów i absolwentów fotografii Szkoły Filmowej w �odzi w ramach Fotofestiwalu w �odzi (2015). W 2022 roku wykonał serię portretów Rafała Paczesia pod tytułem „Spacer z R.�. Finałem projektu była sprzedaż jednej z fotografii na aukcji WOŚP 2022 za ponad 1500 złotych, a kwota w całości została przekazana na rzecz fundacji.